Saturday, April 14, 2007

14 kwietnia 2007 r.





No cóż. Ja, jak to ja, obowiązkowa (jasssne...) i systematyczna (sarkazm xP)
w nijakim stylu zaniedbałam tego bloga. I nie spodziewajcie się, że obiecam, że będę starała się pisać regularnie, codziennie i z sensem. Bo po cholerę coś obiecywać, skoro i tak wiadomo, że się nie danego słowa dotrzyma...
Bardzo dużo się dzisiaj wydarzyło i nie chce mi się tego opisywać. //I spytacie po co założyłam ten blog skoro nie chce mi się na nim pisać? Otóż chce, ale nie dzisiaj// Mam też kilka przemyśleń. Najpierw jedno.

To dziwne, ale mojemu braciszkowi udzieliło się ode mnie. Co? 'Uwielbienie' dla sztuki Japonii, a mianowicie MANGI i ANIME!!! Zaczęło się ode mnie, a właściwie od Asi4k
(Dyktatorki, jak kto woli). Nienawidziłam mangi i uważam ją za wulgarne pornosy i głupotę (jak moi rodzice nadal), a ona zaczęła wciskać mi do rąk Kenshina i jeszcze kilka komiksów. Jak to ja, podeszłam do tego sceptycznie i z wyrazem twarzy mówiącym "Chyba cię powaliło. To żałosne...". To, co zdawało mi się idiotyzmem i demoralizującym nasieniem wciągnęło mnie i, nie oszukujmy się, po części miało wpływ na to czym jestem teraz. Te cienie, ostre linie i oczy postaci... Grafika ujęła mnie i sama zaczęłam tworzyć - o treść chodziło najmniej. W każdym razie udzieliło się również bratu. Strasznie podatny... Ale nie o to chodzi. Zaczął najpierw oglądać Inuyashę, potem... Naruto. Wciągnęła go ta druga. Potrafi gadać o tym przez bite kilka godzin i się nie zmęczyć. Mnie nie wciąga (w "Naruto") o tyle opowieść, jak charaktery i postacie w nim przedstawione.
Na początek Sasuke:
Nie będę go opisywać, bo i tak z pewnością nie obchodzi was to i macie to w dupie (a przynajmniej większość). Poza tym jest dużo na jego temat w necie.

Następny będzie Kakashi (bo najlepszego zostawię na koniec):
Tu tak samo - o nim też jest dużo.


I ostatni - według mnie najciekawszy, najbardziej intrygujący i w ogóle i w ogóle:
OROCHIMARU [czyt. Oroczimaru]



*rozmarzyła się i nie ma większej ochoty dalej pisać. Dokończy więc za nią jej osobista, automatyczna i jedyna w swoim nędznym rodzaju sekretarka*
Koniec dzisiejszej notki. "A very warui gata" liczy na was (chociaż nie daje tego po sobie poznać!)... I to koniec. Dziękujemy za uwagę. A po usłyszeniu sygnału zostaw wiadomość! *automatyczna sekretarka szczerzy się i zostaje uciszona zmywarką, która właśnie zleciała z sufitu* Ave! ;*




No comments: