Thursday, April 19, 2007

Gitarra... 19 kwietnia...


A kiedyś myślałam, że to tak oryginalna pasja... I że nikt już się w to nie bawi - tylko harcerze :/ A tu... No, właśnie. A mówię tu o niczym innym niż o... gitarze. Och, tak... A jak się pewnie domyślacie (bo po jaka cholerę, bez powodu pisałabym o gitarze?) zaczęłam uczyć się na niej grać ^^ Co prawda bardziej, let's say, pociąga mnie gitara akustyczna niż klasyczna czy elektryczna, ale jak na razie nauczę się na tej "podstawowej" :D
Mam i tak wygodnie. Grać uczy mnie mama na swojej starej (ale jarej!) gitarce. Cóż to za zaszczyt grać na antyku, który ma piękniejsze brzmienie niż te nowe xP Zmatowiona, troszkę
nadgryziona przez czas (w końcu to ponad 20 lat ma! I gra! xD)... Mam niejakie problemy ze strojeniem, ale zdążę się nauczyć - mam jeszcze trochę życia przed sobą przecież... ;)

Dobra, dopóki jestem ogarnięta szałem ćwiczenia to idę sobie pobrzdąkać, bo a nóż mi przejdzie i co będzie...? ;) Koniec grania? hm... Och, nie chce, żeby było tak samo jak z fletem poprzecznym i fortepianem! W 'blaszaną, dziurawą rurkę' dmuchałam chyba ze 2 lata, a w klawisze waliłam 4 lata - 1 klasa (szkoła muzyczna) i potem w 'normalnej' podstawówce do 4 klasy. Z resztą nieważne - i tak nic nie pamiętam xP


Więc Ave! ;D




Monday, April 16, 2007

So sunny day! Czyli 16.04



Och, pomimo mojego mrocznego charakterku lubię te słoneczne dni. Cieplutko, słoneczko, bez kurteczki... ^^ Ach... Nie ma co się dziwić, po zimie naprawdę miło posiedzieć, nawet w cieniu, w zielonym ogrodzie. :) A jak się zielono w ogrodzie, jest ciepło, w lodówce najwyżej pajęczyny, a kaski nie braknie to zawsze przy okazji wracania do domku wstąpi się do sklepu i... kupi cały litr lodów czekoladowych!!! A że kupujący nie narzeka na swoją figurę (nie to, że jestem taaaka 'skromna', ale naprawdę jestem szczupła ;] i cieszę się, bo zasłużyłam na to tymi setkami brzuszków i innymi wyrzeczeniami!) to wcina to wszystko na huśtawce ogrodowej bez troski o swoje ostro nadwyrężone gardło. Uch, niedobrze mi na samą myśl o tym, że pochłonęłam to wszystko! Hehe, ale przynajmniej samo jedzenie było cholernie miłe ^^

Hiho! Moja genialna mama (xD) stwierdziła, że ''pozwoli mi na pofarbowanie włosów na rudo"! szczególnie, że ja sama tego nie proponowałam! Ja ruda... hm... to ryzykowne. Ale w sumie dlaczego czegoś w sobie by nie zmienić? Zawsze jakoś ciekawiej, a nie całe życie być ciemną blondynką orzechową z przebłyskami czegoś jaśniejszego. Myślałam o różnych odcieniach rudego (jeśli się mniej więcej orientujecie w tych barwach to czytać dalej, jeśli nie -> następny akapit). Na przykład jaśniejszy miedziany czerwony albo miedziany mahoń. Mahoń jest ciemniejszy ale jest i tak bardzo ok ^^ Heh, podobno do mnie pasowałby każdy odcień, każda fryzura (ale nie każdy chłopak xP!!!) i każda długość... Z resztą... trzeba by się poradzić jakiegoś 'specjalisty' tak zwanego - czyli do stylisty marsz! Kurna, znowu będę się czuła jak jakaś panienka z blond pasemkami i jasnymi ciuszkami (róż, szary, biały - bleh!) ... Co? Znowu przesadzam? Pfff, przyzwyczaj się. x)

Moja kochana Lao sobie ode mnie pojechała do jakiejś cholernej Łomnicy! Szkoda, że teraz, kiedy mam więcej wolnego czasu. Chociaż to nawet dobrze - odpocznie sobie, Karaluszek, pooddycha świeżym powietrzem i... schudnie? Co ona na wypisywała na tym swoim blogu?! Dobra, nie czepiam się (bo się Karaluszek wkurza jak się go czepia xP).

Po jaką cholerę ja jeszcze tu siedzę? tak, tu przed kompem! Taki piękny dzień, a ja pod dachem. Tak szczerze mówiąc to w domu (a gmach to dość duży) to zimno jak na Syberii, a w ogrodzie ciepluśko! Spadam. I coby się ta notka zbyt gwałtownie nie kończyła to wklejam jakiś 'rudy' obrazek xP Ave!

A może tak rudy? ;)

Saturday, April 14, 2007

14 kwietnia 2007 r.





No cóż. Ja, jak to ja, obowiązkowa (jasssne...) i systematyczna (sarkazm xP)
w nijakim stylu zaniedbałam tego bloga. I nie spodziewajcie się, że obiecam, że będę starała się pisać regularnie, codziennie i z sensem. Bo po cholerę coś obiecywać, skoro i tak wiadomo, że się nie danego słowa dotrzyma...
Bardzo dużo się dzisiaj wydarzyło i nie chce mi się tego opisywać. //I spytacie po co założyłam ten blog skoro nie chce mi się na nim pisać? Otóż chce, ale nie dzisiaj// Mam też kilka przemyśleń. Najpierw jedno.

To dziwne, ale mojemu braciszkowi udzieliło się ode mnie. Co? 'Uwielbienie' dla sztuki Japonii, a mianowicie MANGI i ANIME!!! Zaczęło się ode mnie, a właściwie od Asi4k
(Dyktatorki, jak kto woli). Nienawidziłam mangi i uważam ją za wulgarne pornosy i głupotę (jak moi rodzice nadal), a ona zaczęła wciskać mi do rąk Kenshina i jeszcze kilka komiksów. Jak to ja, podeszłam do tego sceptycznie i z wyrazem twarzy mówiącym "Chyba cię powaliło. To żałosne...". To, co zdawało mi się idiotyzmem i demoralizującym nasieniem wciągnęło mnie i, nie oszukujmy się, po części miało wpływ na to czym jestem teraz. Te cienie, ostre linie i oczy postaci... Grafika ujęła mnie i sama zaczęłam tworzyć - o treść chodziło najmniej. W każdym razie udzieliło się również bratu. Strasznie podatny... Ale nie o to chodzi. Zaczął najpierw oglądać Inuyashę, potem... Naruto. Wciągnęła go ta druga. Potrafi gadać o tym przez bite kilka godzin i się nie zmęczyć. Mnie nie wciąga (w "Naruto") o tyle opowieść, jak charaktery i postacie w nim przedstawione.
Na początek Sasuke:
Nie będę go opisywać, bo i tak z pewnością nie obchodzi was to i macie to w dupie (a przynajmniej większość). Poza tym jest dużo na jego temat w necie.

Następny będzie Kakashi (bo najlepszego zostawię na koniec):
Tu tak samo - o nim też jest dużo.


I ostatni - według mnie najciekawszy, najbardziej intrygujący i w ogóle i w ogóle:
OROCHIMARU [czyt. Oroczimaru]



*rozmarzyła się i nie ma większej ochoty dalej pisać. Dokończy więc za nią jej osobista, automatyczna i jedyna w swoim nędznym rodzaju sekretarka*
Koniec dzisiejszej notki. "A very warui gata" liczy na was (chociaż nie daje tego po sobie poznać!)... I to koniec. Dziękujemy za uwagę. A po usłyszeniu sygnału zostaw wiadomość! *automatyczna sekretarka szczerzy się i zostaje uciszona zmywarką, która właśnie zleciała z sufitu* Ave! ;*